Macierzyństwo online

PHOTOGENICA

PHOTOGENICA

Istnieje miejsce, gdzie nie ma pytań pozostawionych bez odpowiedzi. Zapewne każda współczesna mama, przynajmniej raz w życiu, szukała w tej przestrzeni rozwiązania nurtujących ją kwestii związanych z ciążą i macierzyństwem. To internetowy świat, gdzie często rozwiane zostają nawet najbardziej absurdalne wątpliwości. Co więcej, w tym właśnie miejscu, przy wirtualnej kawie, mamy spotykają się by wymienić doświadczenia, podyskutować na różne tematy, czy też zwyczajnie wygadać się komuś, kto zdaje się czuć podobnie.

Społeczność brzuchatek i mam
Gdy obserwuję to, co dzieje się na forach internetowych dla mam i ciężarnych, odnoszę wrażenie, że to właśnie one stanowią jedną z głównych sił napędowych Internetu. Sama jestem użytkownikiem jednego z portali społecznościowych tego typu. Wraz z dziewczynami stworzyłyśmy pewnego rodzaju grupę wsparcia. Połączyła nas wspólna niewiadoma jaką była ciąża. Przeżywałyśmy razem wiele ciążowych chwil: pierwsze ruchy, badania USG, szykowanie wyprawki, a gdy nadszedł wyczekiwany miesiąc (wszystkie miałyśmy termin na maj) zdawałyśmy kolejno relację z porodu. Do tej pory dzielimy się doświadczeniami, choć już nie piszemy w takim wymiarze jak dawniej. Bobasy na zewnątrz zrobiły swoje. Stanowimy samodzielną grupę, szanujemy siebie, swoje poglądy i czasem nawet inne spojrzenie na rzeczywistość. Łączy nas macierzyństwo. Jednak w przestrzeni forów internetowych możemy zaobserwować , że nie zawsze tak się dzieje, a „solidarność jajników” to często pusty frazes. Dowodem tego są pojedynki matek, jakie mają miejsce w sieci. Źródłem konfliktów zazwyczaj są tematy wyborów, gdzie własna racja wydaje się być jedynym słusznym rozwiązaniem. Niewątpliwie zjawisku walki na słowa, w którym często przekraczane są wszelkie granice, sprzyja poczucie pozornej anonimowości.

Mama bloguje
Z matkową blogosferą zetknęłam się będąc jeszcze na urlopie macierzyńskim. Zawsze drzemała we mnie gdzieś głęboko potrzeba przelewania myśli. Jednak decyzja o wrzuceniu ich do wirtualnej szuflady nie wynikała wyłącznie z zamiłowania do pisania. Nagle, w codzienności wypełnionej pieluchami, zupkami, spacerami z Małym Człowiekiem zapragnęłam odskoczni od rutyny, jaka w pewnym momencie dopada chyba każdą pełnoetatową mamę. W ten sposób zaczęłam też odkrywać wirtualny świat blogujących mam, gdzie od macierzyństwa opisywanego przez różowe okulary można znaleźć prawdziwy obraz nieprzelukrowanej rzeczywistości. Mamy blogerki prowadzą nie tylko pamiętniki z zapisem pierwszych ząbków czy kroków swojego malca. Piszą często o swoich zainteresowaniach, pasjach, poruszają tematy skłaniające do przemyśleń i dyskusji. Tym ostatnim, próbują w pewnym sensie przełamać stereotyp, który traktuje niczym gombrowiczowskie „upupienie” o procesie infantylizacji, jakiej według niektórych ulegają matki przebywając z dzieckiem w domu.

Macierzyństwo – lubię to
Facebook to kolejne miejsce w sieci, gdzie niejedna mama zdaje relację ze swojego macierzyństwa. Nie należę do grona zwariowanych facebookowych mam mimo, że posiadam prywatne konto na tym portalu. Dlaczego więc się do nich nie zaliczam? Jest kilka powodów. Po pierwsze nie byłam wirtualnie osiągalna podczas porodu, więc i nie wrzucałam wpisów o kolejnym skurczu. Mimo, że od czasu do czasu zamieszczam zdjęcia Małego Człowieka widoczne tylko dla znajomych, staram się ograniczać w tym działaniu. Nie publikuję fotorelacji z każdej kąpieli, zdjęć minki numer 105 i tym podobnych. Nie chcę zamieniać prywatnego konta w profil mojego dziecka, które może samodzielnie, by go nie założyło i gdyby tylko potrafiło mówić, oprotestowałoby fakt upubliczniania jego wizerunku.

Mama zaplątana w sieci
W wirtualnym świecie coraz więcej tematycznych stron, na których każda mama może znaleźć obszerne i wyczerpujące pod względem treści opracowania zagadnień związanych z macierzyństwem, a nawet zasięgnąć fachowej porady specjalistów. Jednak świadomość ogromu informacji, jakie można znaleźć w sieci, okazuje się na tyle dużą pokusą, że często pozbawia zdolności racjonalnego myślenia. Dr Google to niejednokrotnie lekarz pierwszego kontaktu, dostępny 24 godziny na dobę. Udziela szybkiej rady i niczym szaman z fusów rozpoznaje chorobę. Niestety wiele mam należy do grona jego stałych pacjentek, konsultujących niemal każdy niepokojący objaw potencjalnej dolegliwości czy choroby, również u dziecka. Co gorsza, część z nich stosuje się do przypadkowych zaleceń i zamiast udać się do lekarza w realu rozpoczyna leczenie na własną rękę.

Ciekawe blogi:
www.kruszka.blox.pl
www.matkasanepid.pl
www.parentingowy.com
www.spelnionamama.pl
www.potworywozkowe.pl
www.godzillapozera.blogspot.com
www.projektlondyn2014.wordpress.com
www.matkatylkojedna.blogspot.com

Zachowaj rozsądek!
Internet daje współczesnej mamie wiele możliwości. Jednak w tym łatwo dostępnym natłoku informacji i przestrzeni międzyludzkiej komunikacji należy zachować zdrowy rozsądek. Tylko w ten sposób możemy uniknąć zaplątania w wirtualną sieć, która może nas uwięzić w cyberprzestrzeni, ograniczając tym samym dostęp do realnego świata.
***
Tekst: Ewelina Skurzyńska, www.matkadogorynogami.wordpress.com

Bez-nazwy-1

Leave a Reply